Ewa Szykulska to aktorka, która swoją elegancją i talentem podbiła serca widzów nie tylko w Polsce, ale i poza jej granicami. Artystka stała się symbolem całej epoki w kinematografii, a role w kultowych filmach na zawsze wpisały ją w historię sztuki filmowej. Jednak za blaskiem reflektorów zawsze kryje się prawdziwy człowiek ze swoimi przeżyciami, osobistymi zwycięstwami i stratami. W naszym artykule na warsaw-trend.eu opowiemy o tym, jak legendarna artystka przeżywa stratę najbliższych osób, dlaczego nie boi się starzenia i co pomaga jej nie popadać w rozpacz mimo samotności. To opowieść o kobiecie, która nauczyła się przyjmować życie takim, jakim jest.
Jak hartował się charakter przyszłej gwiazdy
Legenda polskiego ekranu urodziła się 11 września 1949 roku w Warszawie. Jej dzieciństwo przypadło na trudne lata powojenne, kiedy miasto wciąż leczyło rany po wojnie, ale już oddychało nadzieją na nowe życie. Ewa Szykulska od najmłodszych lat wyróżniała się wśród rówieśników nie tylko urodą, ale i ogromną determinacją. Nie marzyła o sławie. Kino kusiło ją przede wszystkim możliwością metamorfozy i przeobrażenia.
Wykształcenie Ewa zdobyła w prestiżowej Państwowej Wyższej Szkole Teatralnej w Warszawie, obecnie znanej jako Akademia Teatralna im. Aleksandra Zelwerowicza. Nauka tam była surowa i wymagała pełnego oddania. To właśnie w murach akademii wykładowcy dostrzegli unikalny dar Ewy – umiejętność łączenia na scenie kruchości z niesamowitą siłą. Ukończyła studia w 1971 roku, mając już na koncie pierwsze doświadczenia przed kamerą, gdyż w kinie zadebiutowała jako siedemnastoletnia dziewczyna. Studia dały jej solidny warsztat zawodowy, który pozwolił Szykulskiej przez dziesięciolecia pozostawać ciekawą dla reżyserów różnych pokoleń.

Od młodej artystki do legendy ekranu
Kariera Ewy Szykulskiej rozpoczęła się niezwykle dynamicznie. Pierwszą rolę zagrała w 1967 roku w filmie Jerzego Hoffmana „Ojciec” i od razu przykuła uwagę reżyserów nie tylko atrakcyjnym wyglądem, ale i połączeniem delikatności z niesamowitą siłą wewnętrzną. Jednak jej głównym atutem stał się niski, aksamitny głos, który od pierwszej sekundy oczarowywał widzów.
Aktorka nigdy nie chciała być jedynie pięknym obrazkiem na ekranie. Zawsze szukała ról, w których mogła ukazać głębię charakteru. Interesowały ją nie powierzchowne wizerunki, lecz złożone, pełne sprzeczności postacie z wewnętrznym konfliktem. Aktorka lubiła historie, w których obecny był dramat, napięcie i prawdziwe życie z emocjami, wątpliwościami, bólem i siłą. Właśnie w takich rolach czuła się najbardziej naturalnie, mając możliwość nie tylko zagrania postaci, ale przeżycia jej losu na ekranie.
Widzowie zapamiętali Szykulską przede wszystkim z roli Poliny Goebl-Annenkowej w radzieckim filmie „Gwiazda zwodniczego szczęścia”. Polska aktorka po mistrzowsku zagrała oddaną kobietę, zdolną poświęcić wszystko dla miłości. Równie wyrazisty był jej występ w roli Marty Rychlińskiej w komedii kryminalnej z 1981 roku „Vabank”. W tym filmie aktorka pokazała inną stronę swojego talentu – umiejętność subtelnego oddania humoru.
Ewa Szykulska współpracowała z wybitnymi reżyserami. Cenili oni fakt, że potrafiła uczynić postać przekonującą, unikając nienaturalności i sztuczności. Zamiast po prostu odtwarzać emocje według scenariusza, głęboko zanurzała się w charakter bohaterek, starając się zrozumieć ich motywy, lęki i wewnętrzną siłę. Właśnie dlatego jej postacie są tak bliskie widzom. Minęło ponad 10 lat, odkąd Ewa Szykulska przestała aktywnie występować w kinie, ale widzowie do dziś zachwycają się jej talentem. Artystka wspomina okres szczytu popularności z ciepłem i wdzięcznością, jednak nie idealizuje przeszłości. Gwiazda kina jest przekonana, że życie nie stoi w miejscu, a każdy jego etap ma swoje niepowtarzalne piękno, doświadczenie i sens.

Miłość, która była opoką
Mimo ogromnej popularności i statusu jednej z odnoszących największe sukcesy aktorek swojego pokolenia, Ewa Szykulska zawsze znajdowała czas dla rodziny. Jej największą miłością i prawdziwym oparciem stał się drugi mąż, Zbigniew Pernej. Historia tej pary nie przypominała burzliwego romansu filmowego – był to związek zbudowany na głębokim szacunku i przyjaźni. Przeżyli razem ponad 40 lat. Zbigniew stał się dla Ewy cichą przystanią, w której mogła schronić się przed wszystkimi burzami zawodu aktorskiego.
Inżynier Pernej nie był człowiekiem ze świata sztuki i być może właśnie to sprawiało, że relacje rodzinne pary były tak silne. Kochał ją po prostu – nie jako gwiazdę ekranu, ale jako kobietę.
W 2021 roku, kiedy Zbigniew odszedł, świat Ewy jakby spłowiał. Często opowiada w wywiadach, że strata męża okazała się dla niej najcięższą próbą. To nie była tylko śmierć bliskiej osoby, ale zniknięcie całego wszechświata, który para starannie budowała cegiełka po cegiełce. Po stracie ukochanego aktorka uczy się żyć z pustką w sercu, zachowując w pamięci każdą minutę wspólnej przeszłości.

O starzeniu się i samotności
We wrześniu 2026 roku Ewa Szykulska kończy 77 lat. W ostatnich wywiadach aktorka uderza szczerością w temacie, o którym w show-biznesie przyjęło się milczeć – o starzeniu się. Polska aktorka świadomie zrezygnowała z operacji plastycznych i prób zachowania młodości za wszelką cenę. Ewa mówi, że jej zmarszczki to mapa jej życia, której nie zamierza ukrywać. Artystka otwarcie mówi o tym, że starzenie się to nie tylko zmiany w lustrze, ale i wewnętrzna samotność, z którą trzeba mierzyć się każdego dnia.
Po śmierci męża i siostry została sama w domu. Aktorka przyznaje, że czasem rozmawia ze swoimi psami i kotami, bo cisza w domu bywa nie do zniesienia. Jednak Szykulska nie stara się udawać ofiary. Dzieli się doświadczeniem walki z samotnością i stereotypami dotyczącymi wyglądu. Ewa jest pewna, że społeczeństwo jest zbyt okrutne dla starszych ludzi, ponieważ stara się ich nie zauważać. Swoim przykładem artystka pokazuje, że można starzeć się pięknie, zachowując ostry umysł, poczucie humoru i zdolność analizowania świata wokół.

Sekret hartu ducha Ewy Szykulskiej
Mimo całego smutku, jaki przyniosły ostatnie lata, Ewa Szykulska nie zamknęła się całkowicie przed światem. Nadal pracuje, choć już nie w tak szalonym rytmie jak wcześniej. Praca jest dla niej obecnie sposobem na poczucie więzi z rzeczywistością. Pojawia się w serialach i na deskach teatru, zadziwiając młodszych kolegów energią i profesjonalizmem. Aktorka mówi, że to właśnie w ruchu i kontakcie z ludźmi znajduje siłę, by wstawać każdego ranka.
Szykulska nauczyła się cenić proste rzeczy: ciepłą herbatę, spacer w ogrodzie, stare fotografie, na których wszyscy są jeszcze żywi i szczęśliwi. Jej dzisiejsza filozofia jest prosta: trzeba nie czekać na wielkie szczęście, ale umieć dostrzegać małe radości. Aktorka nie snuje wielkich planów na przyszłość, po prostu stara się, aby każdy jej dzień był wypełniony sensem. To spokojne i bardzo mądre spojrzenie człowieka, który widział w życiu wszystko – od nieprawdopodobnej sławy po głęboką rozpacz.

Ewa Szykulska to nie tylko genialna aktorka, ale i mądra kobieta, która pokazuje, że starość to nie finał, lecz po prostu inny etap, wymagający znalezienia sił, by iść dalej. Patrząc na drogę polskiej aktorki, rozumie się, że prawdziwy talent polega nie na tym, by wiecznie pozostawać młodym na ekranie, ale na tym, by z godnością przyjąć moment, w którym czas odejść w cień. Ewa Szykulska udowadnia, że miłość i pamięć są silniejsze niż czas, a szczerość to coś, co czyni człowieka wielkim, niezależnie od wieku i okoliczności.





